Podlasie to nie tylko żubry i Puszcza Białowieska

Urodziłam się i wychowałam na wschodzie Polski (Polesie Lubelskie). Ten region zawsze będzie dla mnie bardzo ważny. Podlasie i Lubelszczyzna na zawsze pozostanie bliskie mojemu sercu*. Kiedy jestem zmęczona warszawskim hałasem i  życiem w biegu**, chętnie uciekam na chwilową regenerację do lasu 😉.

Tak było i w przypadku tegorocznej majówki. Spędziłam wspaniałe chwile z moją rodziną, przy wspólnym gotowaniu w kociołku 😊. Nie jestem wielką fanką grillowania, wolę wersję retro, czyli pieczenie kiełbasek nad ogniskiem. Niestety, ze względu na gigantyczną ilość komarów i meszek (ich ugryzienie bardzo boli), nie dało się wytrzymać wieczorem na zewnątrz dłużej niż 5 minut.

 

Okrutni krwiopijcy – komary i meszki

 

Przepis na pyszną kolację z kociołka: dużo warzyw, trochę mięsa, kawałek słoniny włożony na dno i sporo liści kapusty, które zabezpieczają naszą kolację przed przypaleniem). Przykręcasz pokrywkę, stawiasz nad ogniskiem i czekasz dwie godziny (albo nawet trzy, jeśli zapomnisz podłożyć drewna do ogniska i ono zgaśnie).

 

 

Najedzona i wypoczęta, no dobrze – niewyspana z powodu biesiadowania*** do późna, następnego dnia mogłam wyruszyć na wycieczkę po moim ukochanym Podlasiu.

Większość cudzoziemców kojarzy ten region z Puszczą Białowieską i żyjącymi w niej żubrami. Podlasie ma jednak dużo więcej do zaoferowania. Większość jego atrakcji jest mało znana. Trzeba się nieźle naszukać, żeby je odnaleźć lub zbłądzić kilka razy i trafić na nie przez przypadek :-D.  W ten sposób odkryłam kilka lat temu uroczą Cerkiew Opieki Matki Bożej w Dubiczach Cerkiewnych.

 

Zdjęcie cerkwi pochodzi z Wikipedii

 

Tym razem postanowiłam jednak odwiedzić jedno znane mi już miejsce – Świętą Górę Grabarkę i jedno nowe – Koryciny.

Grabarka to najważniejsze miejsce kultu wyznawców prawosławia w Polsce. Znajduje się tu między innymi monaster świętych Marty i Marii, a  także 3 cerkwie (Przemienienia Pańskiego, Ikony Matki Bożej „Wszystkich Strapionych Radość”, Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy).

 

Święta Marta patrzy z wyrzutem na rozczochraną (nieuczesaną) zwykłą Martę

 

Główna cerkiew klasztorna (Przemienienia Pańskiego) 

 

Według legendy, w czasach, kiedy w okolicy panowała epidemia cholery, mieszkaniec pobliskich Siemiatycz miał wizję. Zobaczył w niej, w jaki sposób może zwalczyć chorobę – musiał zanieść krzyż na Górę Grabarkę. Ludzie poszli tam i napili się wody ze strumienia. Dzięki temu nikt więcej w okolicy już nie umarł.

Z tej legendy narodziły się dwa zwyczaje. Pierwszy to przynoszenie krzyży z podziękowaniami i prośbami. Wokół cerkwi jest ich całe mnóstwo (bardzo dużo). Stare, nowe, drewniane, metalowe, małe i duże.

 

 

Drugi zwyczaj to picie wody z cudownego źródła oraz przykładanie na chore części ciała chusteczek namoczonych w strumieniu. Niektórzy ludzie wierzą, że można się w ten sposób wyleczyć.

 

Studnia cudownego źródełka

 

Strumyk i wiadra z chusteczkami 

 

Na wszelki wypadek napiłam się wody i przyłożyłam chustkę do bolącego nadgarstka.  Spojrzałam jeszcze raz w kierunku schodów prowadzących na wzgórze i…

 

ruszyłam w dalszą drogę.

Uwaga – Podlasie najlepiej zwiedzać samochodem. Wszystkie ciekawe miejsca są dosłownie na końcu świata. Na dodatek są też oddalone od siebie od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów. Jedyną opcją transportu pozostaje samochód. Najlepiej taki z wysokim zawieszeniem. Często trzeba poruszać się bocznymi drogami, na których asfalt jest po prostu koszmarnie dziurawy. W takich chwilach, prowadząc auto, czuję się jak na rajdzie off-road.

Przejeżdżając przez kolejne lasy i pola, natrafiłam na taką niespodziankę!

 

 

Rzeka Mahomet. Jest niewielka – ma tylko 8 km. Nie wiem, jak dokładnie nazywa się miejscowość, w której zrobiłam to zdjęcie ☹. Jeśli też chcecie mieć selfie z rzeką Mahomet – na 100% możecie to zrobić w miasteczku Siemiatycze.

Kto nazwał tak tę rzekę, a raczej strumyk? Nie wiadomo. W najbliższej okolicy nie ma wyznawców islamu (choć na samym Podlasiu muzułmanie mieszkają w Kruszynianach od ok. XVI wieku). Według legendy nazwa ta pochodzi z XII wieku z czasów najazdów tatarskich.

Tak czy inaczej Podlasie było i jest regionem wielokulturowym i za to też je kocham.

Po krótkim postoju przy rzece ruszam dalej. Przez kolejne bezdroża i wertepy**** docieram do Korycina, a właściwie „Ziołowego Zakątka”. W tym miejscu uprzedzam – nie jest to wpis sponsorowany. Bliska mi osoba zarekomendowała to miejsce i postanowiłam się przekonać na własnej skórze, jak w rzeczywistości ono wygląda.

Przyznaję, że początkowo byłam nieco zszokowana. Spodziewałam się cichego (jak całe Podlasie) urokliwego zakątka, a wjechałam na duży parking, zastawiony po brzegi samochodami. Głośno, pełno kurzu i pan pokrzykujący na mnie z tym przecudownym podlaskim akcentem, żebym pojechała na sąsiedni parking, ponieważ na tym nie ma już miejsca. No cóż – uroki długiego weekendu, nawet tam, gdzie diabeł mówi dobranoc***** można natrafić na tłumy turystów.

Na szczęście potem było już tylko lepiej. Nie będę się rozpisywać i podawać szczegółów. Jeśli jesteś zainteresowany odwiedzeniem tego miejsca, bez problemu znajdziesz wszystkie niezbędne informacje w internecie.

Zamiast tego wrzucam fotorelację:

Jedną z pierwszych rzeczy, które zobaczyłam, było stado wolno biegających gęsi i kura z kurczętami 😊.

 

 

Tuż potem zobaczyłam studnię, wypożyczalnię rowerów i karczmę, w której spróbowałam zupy, pierogów i lodów z pokrzyw.

 

 

Chwila odpoczynku przed zwiedzaniem ziołowego ogrodu botanicznego.

 

 

 

 

Bagno

 

Ogród z biblijnymi ziołami

 

Kościół i dzwonnica

 

A tuż obok… sławojka (wiejska toaleta), ale w bardzo nowoczesnym wydaniu

 

Bimbrownia (miejsce, w którym produkowano nielegalnie bimber, czyli domową wódkę)

 

 

Jedna z wielu tablic informacyjnych – z tych roślin lepiej nie rób herbatki ziołowej 😊.

 

Na zakończenie wybrałam się na spacer po gospodarstwie.

 

 

 

Obowiązkowo musiałam zrobić sobie zdjęcie ze świnkami i osiołkiem

 

Krów  trochę się boję, na szczęście te były za ogrodzeniem

 

Na koniec zostawiłam sobie zakupy. Wróciłam z całą torbą przypraw, ziół i herbatek ziołowych

 

Jadę w stronę zachodzącego słońca (most na rzece Bug – miejscowość Kózki) ;-p.

 

 

*coś jest bliskie czyjemuś sercu – ważne ze względów sentymentalnych;

** żyć w biegu – w pośpiechu; ciągle coś robić, bez przerwy na odpoczynek

*** biesiadować – imprezować

**** wertepy – teren trudny do przejechania, na którym nie ma dobrej drogi

***** tam, gdzie diabeł mówi dobranoc – bardzo daleko, w miejscu gdzie nie ma ludzi

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *